“50 twarzy Greya” o filmie po filmie

Minął już ponad miesiąc od wyczekiwanej ekranizacji bestsellerowej powieści erotycznej E.L. James “50 twarzy Greya”. Można spojrzeć na nią z innej perspektywy – bez emocji, euforii, na zimo. Jakie są opinie o filmie? Czy widzowie się zawiedli? Czy są zadowoleni – a raczej zadowolone, bo większą część kinowej widowni stanowiły kobiety. Czy film dorównał książce a może raczej, czy sprawił, że mamy o tej powieści lepsze zdanie niż po przeczytaniu trylogii? Na każde z tych pytań jest inna odpowiedź, gdyż co człowiek to inna opinia.

50 twarzy greyaBez względnie jednak nie można zaprzeczyć, że trylogia odniosła ogromny sukces i odbiła się echem nie tylko w Europie, ale i na całym świecie. Zabarwiona pikantnymi wątkami erotycznymi miłosna historia dwojga z pozoru zupełnie innych ludzi, budziła kontrowersje, ale i ogromną sympatię wśród czytelników. To właśnie dlatego do kin ciągnęły tłumy zaciekawionych i rządnych emocji czytelników powieści i nie tylko.

Przyznam szczerze, że zwlekałam z pójściem do kina, mimo że książka bardzo mi się podobała. Najzwyczajniej obawiałam się rozczarowania. W większości przypadków filmy nakręcone na podstawie powieści są krytykowane i często nie dorównują historii pisanej na papierze.

Nie tylko jednak ja uważam, że reżyser Sam Taylor-Johanson spisał się na przysłowiową piątkę. W New York Post, Jordan Hoffman napisał o filmie

“Zniknęły naprawdę okropne aspekty książki, a największym zaskoczeniem jest to, że Anastazja i Christian wykształcili poczucie humoru”.

Film ogląda się z zaciekawieniem i uwagą a zaskakujące zakończenie daje duży niedosyt i chęć pozostania w kinowej sali i zobaczenia dalszych losów głównych bohaterów – to zupełnie jak w przypadku książki zawsze chce się więcej!

Co do gry aktorskiej głównego bohatera, to niestety u boku Dakoty Johanson wypadł on blado. Nie udało mu się oddać tajemniczości charakteru Chrisiana Greya. Jego zmian nastroju, jego chęci kontrolowania wszystkiego i wszystkich, jego pochmurności…po prostu jego “50 twarzy”. Kreowanej postaci zabrakło charyzmy, mroczności, mocnej i zdecydowanej postawy, którą reprezentował powieściowy Grey.

Fenomenalna gra aktorska młodej Dakoty Johanson spotkała się z uznaniem na całym świecie. Udało jej się odwzorować charakter Anastasi i zadziorność.

Co bardziej uważny widz dostrzeże, że niektóre sceny w filmie zostały przedstawione inaczej niż w źródłowej powieści. Mowa tu o takich scenach jak na przykład ta z wyznaniem przez Anastasie miłości, czy o wyznaniach Christiana dotyczących jego dzieciństwa. W filmowej scenie Anastasia właściwie śpi kiedy Christian jej się zwierza – w książce słuchała go podczas tych wyznań i bardzo je przeżywała.

50 twarzy greya4Co do seksu, którym książka aż kpi został on ukazany w delikatny i elegancki sposób. Jednakże zdecydowanie brakuje w nich strachu i lęku Anastasi. Myśli, które targały nią w powieści przekazywały nam jej wielki niepokój, niepewność wręcz strach. W filmie wygląda to tak, jakby bohaterka oddawała się miłosnym doznaniom bez większych obaw.

Cała historia miłości Christiana i Anastasi jest nieco zbyt bajkowa i łagodna. Brakuje dramaturgi, którą książce nadawały przemyślenia głównej bohaterki.

Dawno jednak na ekranach nie gościł podobny wątek. Po fali “Hobbita”, “Władcy pierścieni” czy “Uprowadzonej” miło dla odmiany przenieść się na kilkadziesiąt minut w świat wielkich uniesień, ogromnego przepychu i niezwykłej a może nawet i niedorzecznej historii miłosnej współczesnego kopciuszka, któremu udaje się rozkochać w sobie zimnego i zabójczo przystojnego milionera.

Ach, która z nas nie chciałaby choć na chwilę stać się Anastasią?!

 

Post Author: Justyna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *