amerykańska sielanka

„Amerykańska sielanka” – zmarnowana szansa


Miało być tak pięknie: scenariusz oparty na rewelacyjnej książce Philipa Rotha, świetni aktorzy, wciągająca historia, a to wszystko osadzone w scenografii Ameryki lat 60….

Niestety, Amerykańska sielanka zawodzi. W tym filmie ewidentnie coś nie do końca „działa” – mimo dobrej, choć nieco sztywnej roli Ewana McGregora, przepięknej Jennifer Connelly i fascynującej Dakoty Fanning w czasie seansu trudno wciągnąć się w przedstawianą nam historię.

Opowieść, której nie chcemy słuchać

Niestety, kiepski scenariusz sprawił, że zamiast wciągającego filmu obrazującego ważne przemiany w historii Stanów Zjednoczonych i rozpad tytułowej sielanki, mamy ciąg mniej lub bardziej powiązanych ze sobą zdarzeń. O ile dla osób znających książkę Rotha fabuła będzie mniej więcej zrozumiała, o tyle dla tych, którzy po prostu przyszli do kina na dobry film, będzie ona stanowić niezłą zagadkę.

W pierwowzorze literackim również nie wszystko jest jasne, motywacje niektórych zachowań do końca pozostają niewyjaśnione, jednak jako studium rozpadu książka dostarcza pełnego materiału dokumentującego dzieje rodziny Levovów. W filmie nie został on niestety wykorzystany, a znacząca zmiana w głównym wątku powieści sprawiła, że zamiast elektryzującego finału, mamy łzawe hollywoodzkie zakończenie.

Jeśli ktoś zna i lubi powieść Rotha, może wybrać się do kina, by zaspokoić ciekawość i po prostu na spokojnie porównać książkę z filmem, generalnie jednak – nie warto. Chyba, że obejrzycie Amerykańską sielankę dla Ewana 🙂

Zdjęcie: filmweb.pl

Post Author: Paulina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *