Gwiezdne Wojny – w poszukiwaniu mocy

Kiedy ogłoszono, że reżyserem siódmej części sagi będzie twórca serialu Zagubieni, J. J. Abrams, wiele osób zaczęło oczekiwać czegoś naprawdę niezwykłego po Gwiezdnych Wojnach: Przebudzeniu Mocy. Niestety, poza kilkoma umiarkowanie śmiesznymi żartami nowy film kultowej serii nie wyróżnia się niczym więcej.

Przebudzenie Mocy wydaje się dziełem na wskroś epigońskim. Widać, że twórcom bardzo zależało na odniesieniach do poprzednich części, co jest zresztą oczywistością w wypadku filmu będącego kontynuacją, jednak powtórzenie sprawdzonego formatu sprawia, że film jest co najwyżej poprawny, a jego fabułę można przewidzieć po półgodzinie oglądania.

Gwiezdne Wojny

Niby nowe, ale znajome

Przyjemnie oczywiście jest popatrzeć na dawnych bohaterów Star Wars – Hana Solo, Leię i Luke’a Skywalkera (choć z Lukiem spędzamy tylko chwilę, i to milczenia) – jednak wydaje mi się, że brakowało tutaj wyrazistej postaci zdolnej „popchnąć” cały film do przodu. Mamy oczywiście wyborną biegaczkę, Rey – dziewczynę nowoczesną i tak podobną do dzisiejszych bohaterek popkultury (choćby z Igrzysk Śmierci) oraz nawróconego i pierwotnie bezimiennego szturmowca, Finna i Poego – pojawiającego się i znikającego, jednak wydaje mi się, że żadne z nich nie ma tej siły.

Gwiezdne Wojny

Gwiezdne Wojny zawsze były grą zespołową, ale tutaj nie przekonuje mnie ani Rey, którą postanowiono nieco skomplikować chwilą wątpliwości i tragiczną przeszłością (Wam też jej losy skojarzyły się z dzieciństwem Anakina?), ani Finn – nieco fajtłapowaty towarzysz bystrej dziewczyny. Poza tym nie do końca wiadomo, czy to faktycznie młodzi są głównymi bohaterami tej części sagi. Choć z tych dawnych właściwie tylko Han Solo ma nieco bardziej rozbudowaną rolę w Przebudzeniu Mocy – piękna Leia pojawia się tylko na kilka chwil, by z nim porozmawiać albo wydać rozkazy walczącym po stronie Ruchu Oporu. Luke, który – jak sugeruje kilka szczegółów filmu – jest ojcem Rey pokazuje się dopiero na końcu, by, jak podejrzewamy zająć się szkoleniem młodej Jedi.

Wielki futrzak i mały robot

Zmiany dotknęły także innych ras żyjących w galaktyce. Na samym początku poznajemy małego, przypominającego bałwanka i toczącego się wdzięcznie po wszelkich powierzchniach BB-8, nową wersję R2-D2. Robot, tak jak jego poprzednik, jest nośnikiem cennych informacji, więc towarzyszy bohaterom niemal wszędzie.

Gwiezdne Wojny

Dosyć często spotykamy się także z wiernym towarzyszem Hana Solo, Chewbaccą, któremu co najwyżej posiwiało kilka włosów w bujnej czuprynie. C-3PO i przywracany dopiero do formy droid pojawiają się natomiast w zakończeniu, jakby scenarzysta chciał, żebyśmy koniecznie się z nimi spotkali, mimo, że nie brali udziału w akcji. Wydaje mi się, że cały ten film skonstruowany jest w ten sposób – trochę starego dla wiernych fanów, trochę nowego, żeby nie zrobić po prostu remake’u którejś z poprzednich części – przez co obraz tkwi w pewnym zawieszeniu.

Może i taka jest jego rola, skoro ma być łącznikiem między starymi, dobrymi Gwiezdnymi Wojnami, a nową odsłoną serii, która, być może, zupełnie oderwie się od swoich poprzedników. W Przebudzeniu Mocy komuś chyba zabrakło odwagi, zajął więc  najbezpieczniejszą pozycję – dokładnie pośrodku.

Gwiezdne Wojny

Kto jeszcze nie widział, niech idzie koniecznie – to jednak Star Wars. Radzę tylko wybór wersji 2D, z polskimi napisami, ponieważ dubbing znacząco wpływa na odbiór filmu – Harrison Ford przemawiający cudzym głosem naprawdę nie brzmi dobrze.

Zdjęcia z oficjalnej strony Gwiezdnych Wojenstarwars.com.

Post Author: Paulina

1 thought on “Gwiezdne Wojny – w poszukiwaniu mocy

    […] Film Moje córki krowy Kingi Dębskiej podbija polskie kina i serca publiczności. Został zaliczony do najlepszych filmów roku przez amerykański serwis internetowy „The Village Voice”. Na czym polega wyjątkowość tego obrazu i dlaczego zebrał większe grono widzów niż najnowsze Gwiezdne Wojny? […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *